U źródła…bibliografii

ksiazki

U źródła…bibliografii

 

Rzecz pro­sta, rzec by można – ba, banalna. Biblio­gra­fia to nic innego jak spis wyko­rzy­sta­nych doku­men­tów, zesta­wiony według okre­ślo­nego kry­te­rium. Jak wszystko w naszym kraju i tę czyn­ność (opis książki lub arty­kułu) sfor­ma­li­zo­wano. Ist­nieją nawet odpo­wied­nie urzą­dowe regu­la­cję, ale nie o tym. Rzecz w tym, że cza­sem norma swoje, a praktyka…hm nie­ko­niecz­nie. Istotna w zapi­sie jest przede wszystki logika i kon­se­kwen­cja w postę­po­wa­niu ( wg wytycz­nych np. swego psora, chociażby).

 

Opis biblio­gra­ficzny książki winien skła­dać się z nastę­pu­ją­cych elementów:

Autor/autorzy (mak­sy­mal­nie trzech), tytuł/podtytuł, nazwa wydawcy, miej­sce i rok wyda­nia

  • autor (ini­cjał imie­nia + nazwisko)/autorzy wymie­nieni w kolej­no­ści alfa­be­tycz­nej bądź zgod­nie z zapi­sem na kar­cie tytu­ło­wej – pamię­tajmy, że jeśli auto­rów jest wię­cej niż trzech można wymie­nić tylko jed­nego z dopi­skiem i in. (łac. et al.) lub potrak­to­wać tę pozy­cję, jako pozy­cję zbio­rową i nie wymie­niać auto­rów, a zacząć od tytułu;

  • tytuł i pod­ty­tuł zapi­su­jemy kur­sywą (pismem pochy­lo­nym), a dłu­gie tytuły można skra­cać zazna­cza­jąc to trzy­krop­kami (…),; pod­ty­tuł należy poda­wać zwłasz­cza wtedy, gdy jest nie­zbędny do zro­zu­mie­nia tytułu lub zawiera infor­ma­cję o cha­rak­te­rze publikacji;

  • ewen­tu­alni współ­pra­cow­nicy: tłu­macz, redak­tor naukowy tomu, autor opracowania;

  • numer tomu lub czę­ści – doty­czy takich przy­pad­ków, gdy poszcze­gólne tomy lub czę­ści wydane zostały w róż­nych latach; w prze­ciw­nym wypadku wystar­czy podać numer tomu lub czę­ści przy poda­wa­niu strony w przy­pi­sie; tomy możemy ozna­czyć T. lub t. — obie wer­sje są prawidłowe;

  • adres wydaw­ni­czym — gdy na kar­cie tytu­ło­wej podano kilka miast będą­cych sie­dzi­bami wydaw­nic­twa, wolno podać tylko pierw­sze z nich lub to, wyróż­nione gra­ficz­nie, np. przez uży­cie więk­szej czcionki; jeśli mamy do czy­nie­nia z wydaw­nic­twem bar­dzo zna­nym, wów­czas dopusz­czalne jest uży­cie skró­tów, np. Pań­stwowe Wydaw­nic­two Naukowe zapi­su­jemy – PWN, Pań­stwowy Insty­tut Wydaw­ni­czy – PIW, Wie­dza Powszechna – WP, Zakład Naro­dowy im. Osso­liń­skich — Ossol., Książka i Wie­dza – KiW;

  • rok wyda­nia – jesli pozy­cja nie posiada tego ele­mentu zapi­su­jemy b. r. — “brak roku”;

 

Na koniec w kilku sło­wach o dyle­match, które czę­sto tra­pią Nas – auto­rów biblio­gra­fii czy przy­pi­sów, a mia­no­wi­cie o inter­punk­cji. Zasmucę, ale muszę uprze­dzić, że i tu nie­wiele jest “żela­znych” pra­wi­deł, bowiem każda redak­cja ma swoje prak­tyki – ale pamię­tajmy, że dla Nas regułą jest sto­so­wa­nie kon­se­kwet­nie jed­nego rodzaju zapisu w całej pracy. Ale do rzeczy:

 

  • mię­dzy auto­rem a tytu­łem sta­wia się prze­ci­nek lub dwu­kro­pek ( nie pauzę!);

  • mię­dzy tytu­łem a pod­ty­tu­łem zawsze stoi kropka;

  • po tytule a przed współ­pra­cow­ni­kami wolno użyć prze­cinka lub kropki, to samo mię­dzy współ­pra­cow­ni­kami a adre­sem wydaw­ni­czym;

  • w peł­nym adre­sie wydaw­ni­czym mię­dzy miej­scem wyda­nia a nazwą wydaw­nic­twa stoi dwu­kro­pek lub prze­ci­nek, mię­dzy nazwą wydawcy a datą – prze­ci­nek lub tylko spacja;

  • gdy po adre­sie wydaw­ni­czym podaje się numer strony sta­wia się prze­ci­nek lub pozo­sta­wia spację;

 

Na “osłodę” dodam może kilka prak­tycz­nych rad. Źró­dłem danych biblio­gra­ficz­nych o książce jest – i zawsze powinna być, w pierw­szej kolej­no­ści karta tytu­łowa, a następ­nej – odwrót karty i tzw. stopka wydaw­ni­cza, nie okładka, grzbiet czy obwo­luta, bowiem na wła­sne oczy widzia­łam błędy dru­kar­skie. W opi­sie biblio­gra­ficz­nym obo­wią­zują ogólne zasady pisa­nia wiel­kich i małych liter, a zatem wyrazy nie będące nazwami wła­snymi np. oprac., tłum., pisze się po prze­cinku małą literą, a po kropce – wielką.

A co ja z tego będę miał? O języku korzyści.

school-of-business

A co ja z tego będę miał?

O języku korzy­ści.

W zależ­no­ści od sytu­acji  oraz zamie­rzo­nej funk­cji – mniej lub bar­dziej świa­do­mie – w życiu codzien­nym uży­wamy róż­nych sty­lów języ­ko­wych. Swo­bod­nie  prze­cho­dzimy ze stylu potocz­nego na for­malny, lite­racki, naukowy czy urzę­dowy.  A na ile świa­do­mie korzy­stamy z języka korzyści?

 

Czę­sto odru­chowo uży­wamy  sty­lów  funk­cjo­nal­nych czyli  utrwa­lo­nych  w spo­łe­czeń­stwie spo­so­bów użyt­ko­wa­nia języka w ana­lo­gicz­nych sytu­acjach komu­ni­ka­cyj­nych i podob­nych celach.
Zasta­nówmy się na ile sto­su­jemy w naszym życiu język korzy­ści? I czy w ogóle zda­jemy sobie sprawę z tego jaki wpływ ma on na budo­wa­nie wszel­kiego rodzaju rela­cji biznesowych?


Ma i to cał­kiem spory.


Język korzy­ści to przede wszyst­kim słowa, zwroty i wyra­że­nia pomocne w budo­wa­niu moc­nych pozy­tyw­nych rela­cji z klien­tami i jak w każ­dym innym rodzaju komu­ni­ka­cji cho­dzi o to aby odpo­wied­nie dać rze­czy słowo.

Kiedy myślimy o sytu­acjach, w któ­rych mógłby się nam przy­dać, pierw­szą rze­czą, która przy­cho­dzi nam na myśl jest  rela­cja sprze­dawca – kupu­jący. Owszem, jed­nak spójrzmy. Nie jest to rzecz przy­da­jąca się wyłącz­nie w tym jed­nym  rodzaju rela­cji. Naszym adre­sa­tem  może być każda osoba, którą chcemy popro­sić aby wyko­nała dla nas jakąś przy­sługę, a nawet dziecko, które chcemy prze­ko­nać do swo­ich racji, jed­nym sło­wem każdy, z kim wcho­dzimy w rela­cję, którą można okre­ślić jako biznesową.


Chcia­ła­bym zwró­cić uwagę nie tyle na sprze­da­żowy aspekt języka korzy­ści, co na stronę komu­ni­ka­cyjną.
Usta­li­li­śmy już, że zna­jo­mość języka korzy­ści przy­daje się nie tylko gdy jeste­śmy han­dlow­cami, ale i w róż­nych innych rela­cjach. Bar­dzo ważną rolę pełni on we wszyst­kich dzia­ła­niach mar­ke­tin­go­wych – gdzie jest pod­stawą każ­dego reda­go­wa­nego tekstu.


Widzi­cie róż­nice pomię­dzy dwoma poniż­szymi sformułowaniami?

„Nasze meble są nowo­cze­sne, zapro­jek­to­wane według wzo­rów spół­cze­snego desi­gnu, trwałe i świet­nie nadają się do każ­dego rodzaju wnętrza”

a

„Dzięki temu, że nasze kanapy wpi­sują się w nowo­cze­sne wzor­nic­two oży­wią twoje wnę­trze,  zapew­nią Ci kom­fort wypo­czynku naj­wyż­szej klasy na dłu­gie lata”.


Oczy­wi­ście, że widać róż­nicę. Dru­gie zda­nie zwiera korzy­ści istotne dla naszego klienta, któ­rych bra­kuje w pierw­szym, opi­su­ją­cym zale­d­wie cechy owej kanapy.


Pre­zen­ta­cja oferty z per­spek­tywy  potrzeb klienta to nic innego jak prze­kła­da­nie cech danego pro­duktu na korzy­ści jakie osoba, do któ­rej się zwra­camy będzie z niego miała.  Można i dobrze jest to wyko­rzy­sty­wa­nie tylko w tek­stach rekla­mo­wych, które jak widzimy, dzięki temu zyskują nową jakość, ale także w sytu­acjach takich jak wszel­kiego rodzaju nego­cja­cje, two­rze­nie ofert han­dlo­wych, sta­ra­nie o pracę czy porów­ny­wa­nie naszego pro­duktu na tle kon­ku­ren­cji.
Dobrze przy tym wszyst­kim pamię­tać o kilku sprawach.


Po pierw­sze:
Słowa dają tę magiczną moc, że nawet kiedy powtó­rzy się  dwu– bądź trzy­krot­nie podobną cechę, ujmują ją zupeł­nie innymi sło­wami uzy­sku­jemy efekt jakoby cech było wię­cej. Osoba, z którą roz­ma­wiamy nie­ko­niecz­nie zapa­mięta je wszyst­kie, ale będzie miała w świa­do­mo­ści, że jest ich kilka.
Oczy­wi­ście, jak ze wszyst­kim, nie można prze­sa­dzać. Nawet w wyli­cza­niu pro­po­nuję zacho­wać sto­sowne racjo­nalne myśle­nie. To jesz­cze nikomu nie zaszkodziło.


Kolejna rzecz, bar­dzo ważna polega na tym, aby moż­li­wie naj­bar­dziej sper­so­na­li­zo­wać wypo­wiedź.  Język korzy­ści nie może być ogólny, taki sam dla wszyst­kich. Cała sztuka polega na jak naj­więk­szym dopa­so­wa­niu go do kon­kret­nej osoby. Każdy dąży do zaspo­ka­ja­nia swo­ich potrzeb, każdy też ina­czej je kla­sy­fi­kuje. Uwa­run­ko­wane jest to tem­pe­ra­men­tem, aktu­alną pozy­cją spo­łeczną lub/i zaj­mo­wa­nym sta­no­wi­skiem, a to wyklu­cza wszelki mecha­nizm w wypo­wie­dziach. Sza­blony zde­cy­do­wa­nie się nie spraw­dzają.  Przede wszyst­kim posta­rajmy się jak naj­le­piej poznać naszego  adre­sata. W dobie mul­ti­me­diów nie powinno być to trudne. Infor­ma­cje, które uda nam się zna­eźć spi­su­jemy. Pozo­stała nam naj­bar­dziej twór­cza część czyli włą­cze­nie wyobraźni i połą­cze­nie potrzeb dru­giej strony z tym, co my mamy do zaoferowania.

Brzmi banal­nie pro­sto, prawda? Ale jak to zastosować?


Załóżmy, że dowie­dzie­li­śmy się, iż nasz klient od kanapy ma dom w stylu skan­dy­naw­skim, a w ostat­niej roz­mo­wie tele­fo­nicz­nej  skar­żył się kiep­ską obsługę ze strony firmy, u któ­rej ostat­nio kupował.

Ofertę dla niego możemy sper­so­na­li­zo­wać w spo­sób następujący:


„Nasz naj­now­szy model kanapy ide­al­nie kom­po­nuje się z  mini­ma­li­stycz­nymi wnę­trzami.  Łącząc go z deli­kat­nymi akcen­tami kolo­ry­stycz­nymi  oży­wisz wnę­trze i stwo­rzysz wła­sny styl, w któ­rym czu­jesz się naj­le­piej. Sta­ran­ność wyko­na­nia i trwa­łość mate­ria­łów zapew­nią Ci kom­fort wypo­czynku naj­wyż­szej klasy na dłu­gie lata.  
Mamy rów­nież nadzieję, że szyb­kie  ter­miny reali­za­cji, dar­mowa dostawa oraz stały ser­wis posprze­da­żowy spra­wią, że współ­praca z nami będzie przyjemnością”.

Chcia­ła­bym aby­ście zdali sobie sprawę jesz­cze z jed­nej sprawy. Nasz wła­sny mózg działa cał­kiem podob­nie jak u naszego adre­sata. Sami, mając do pod­ję­cia ważną decy­zję, bar­dziej lub mniej świa­do­mie suge­ru­jemy się korzy­ściami, które przy­nie­sie nam dana inwe­sty­cja. To natu­ralne. Pamię­tajmy więc o języku korzy­ści. Uży­wa­nie go jest jak dostra­ja­nie radia na odpo­wied­nie fale, na któ­rych odbiera osoba, z którą chcemy wejść w rela­cje biznesowe.

 

Jak napisać pracę dyplomową? cz.3

student zdezelowany

Jak napi­sać pracę dyplo­mową? cz.3

To już ostat­nia część porad­nika na temat mądrego two­rze­nia pracy dyplo­mo­wej. Podej­miemy w niej zagad­nie­nia zwią­zane z tech­niką pisania.

 

9. PISANIE – metoda małych kro­ków

Jak pisać, by nie obło­żo­nym książ­kami nie zasy­piać z wciąż  z białą, pustą kartką?

Co zro­bić aby to, co napi­szę miało sens? By było spójne?

Tak, wiem, że to pro­blem, lecz prze­cież nie ma dla nas rze­czy niemożliwych.

Naj­pierw lek­tura, potem pisa­nie. Dobrze zazna­czyć sobie w książ­kach infor­ma­cje dla nas istotne, które chcie­li­by­śmy wyko­rzy­stać. Potem spo­sób małych krocz­ków. Skupmy się naj­pierw tylko na tym, co konieczne do pierw­szego roz­działu, omi­ja­jąc to, co będzie potrzebne potem. Dzięki temu kon­cen­tru­jemy się na celu, uni­kamy cha­osu, a także robie­nia wszyst­kiego po tro­chu, a niczego do końca. Naszym aktu­al­nym celem jest skoń­cze­nie pierw­szego roz­działu, który ma mieć np. 10 stron. Reszta pracy to póki co bli­żej nie­okre­ślona przy­szłość. Kiedy roz­ło­żymy swoją prace na poszcze­gólne roz­działy okaże się, że nie są one dłuż­sze niż rze­czy, które nie­jed­no­krot­nie pisa­li­śmy na zaliczenia.

Każdy ma prawo mieć swój spo­sób oswa­ja­nia obję­to­ści. Ja powta­rza­łam sobie, że to tylko takie więk­sze wypra­co­wa­nie ;). Pomagało.

 

10. CO ZROBIĆ Z NIEZADOWOLENIEM?

Może być tak, że, ba – naj­czę­ściej tak wła­śnie jest, iż nie będziesz od razu zado­wo­lony z tego, co napi­sa­łeś, nie ważne – pisz. Potem się poprawi. Naj­gor­sze to usiąść nad kartką, czy­tać, czy­tać i nic nie pisać. Jak mogę coś pora­dzić, to po pro­stu zacznij – nawet jeżeli masz wąt­pli­wo­ści co do swo­ich umie­jęt­no­ści. Naj­go­rzej jest posta­wić tę pierw­szą literę, a potem pierw­sze zdanie.

Każdy arty­sta, nawet rze­mieśl­nik czy to pisarz, czy malarz ma ten­den­cję do nie­za­do­wo­le­nia ze swo­jego dzieła i to nie­za­do­wo­le­nia wiecz­nego. Poprawi raz – przez chwile wydaje się już dobre, jed­nak następ­nego dnia widać kilka nowych uste­rek, poja­wia się nowa kon­cep­cja. W efek­cie chciałby je stale popra­wiać tak, aby uzy­skało dosko­na­łość. Nie przej­muj się więc, że to co napi­sa­łeś nie jest ide­alne. Takie pew­nie nigdy nie będzie. Ważne że jest.

 

11. PLAN DZIAŁANIA

Jest kilka spo­so­bów na to, aby efekty pracy mimo wszystko były nama­calne. Jed­nym z nich jest odgórne usta­le­nie zapla­no­wa­nie pracy. Np. do wtorku napi­szę pięć stron pracy. Cza­sem pomaga rów­nież zro­bie­nie swo­istego „wyścigu” z samym sobą. Pro­po­zy­cja jest nastę­pu­jąca. Mam  wolne np. 6 godzin dziś, 4 godziny jutro. Sia­dam do pracy i patrzę ile uda mi się mak­sy­mal­nie przez ten czas napi­sać. Zro­bie­nie takiego testu pomaga rów­nież w real­nej oce­nie swo­ich moż­li­wo­ści. Po kilku dniach możemy wycią­gnąć realną śred­nią i wiemy, ile pracy w jakim cza­sie jeste­śmy w sta­nie wyko­nać. Bar­dzo pomaga to  zapla­no­wać dal­sze działania.

 

12. STYLISTYKA

Pamię­tam jak jesz­cze  szkole śred­niej sam wyraz „sty­li­styka” mnie prze­ra­żał. Na stu­diach nauczy­łam się z nią jako tako radzić, a po – nawet polu­bi­łam. Praca dyplo­mowa to zawsze praca naukowa – wymaga odpo­wied­niego stylu. Porad­nik, który teraz pisze ma styl luźny, dobry dla porad­ni­ków czy nie­któ­rych rodza­jów arty­ku­łów. Styl pracy dyplo­mo­wej wymaga się więk­szej „powagi”. Nie musza być to być „nudne” czy wydu­mane i co gor­sza nie­zro­zu­miałe far­ma­zony. Sztuką jest napa­sać pracę ele­ganc­kim, lecz zara­zem pro­stym i przy­stęp­nym języ­kiem. Mistrzem w tym był R. Kapuściński.

Pamię­taj, aby uni­kać skró­tów – zarówno sty­li­stycz­nych typu (. m.in.), jak skró­tów myślo­wych. Czy­ta­jąc to, co napi­sa­łeś zawsze pró­buje wejść w skórę osoby, która w odróż­nie­niu od Cie­bie, jest zupeł­nym laikiem w tema­cie i po prze­czy­ta­niu ma rozu­mieć o co cho­dzi. Cza­sem trzeba wpro­wa­dzić w zagad­nie­nie czy wyja­śnić, co zna­czy użyte przez Cie­nie naukowe okre­śle­nie.  Aby zacho­wać styl dobrym spo­so­bem jest zada­nie sobie po każ­dym roz­dziale pyta­nia w jaki spo­sób łączy się z poprzed­nim i następ­nym rozdziałem.

Dobrym roz­wią­za­niem jest prze­ka­za­nie tek­stu do prze­czy­ta­nia oso­bie postron­nej – jeśli ona zro­zu­mie o co cho­dzi, zna­czy że jest w porządku.

Jesz­cze jedna ważna sprawa sty­li­styczna: pamię­taj o zacho­wa­niu w całe pracy tej same formy wypo­wie­dzi np. tej same osoby. O ile tek­sty „nie­nau­kowe” można w ten spo­sób „pod­ra­so­wać”, by były bar­dziej inte­re­su­jące (np. pierw­szej, dru­giej i trze­ciej osoby), tek­stom nauko­wym to nie przystoi.

 

13. KOREKTA

Napi­sa­łeś już kilka stron i masz co poka­zać pro­mo­to­rowi – gra­tu­luję!. Zanim oddasz swoje wypo­ciny trzeba pamię­tać jesz­cze o jed­nej rze­czy. Czę­sto, w trak­cie pisa­nia w wkra­dają się na małe błędy. Zostaw sobie chwile na odpo­czy­nek, aby mózg się zre­ge­ne­ro­wał, potem weź jesz­cze raz do reki tekst i sprawdź. Jest też tak, że dana osoba (każdy z nas) ma ten­den­cję do popeł­nia­nia jed­nego cha­rak­te­ry­stycz­nego dla sie­bie rodzaju błę­dów i czę­sto sama tych błę­dów nie widzi. Dla­tego po oso­bi­stym spraw­dze­niu dobrze jest dać tekst do prze­czy­ta­nia innej oso­bie aby i ona spraw­dziła ewen­tu­alne chochliki.

 

14. KILKA LUŻNYCH PODPOWIEDZI

  • Praca dyplo­mowa to tylko takie więk­sze wypra­co­wa­nie. Tyle osób to napi­sało, czemu Ty miął­byś sobie nie poradzić?
  • Tak długo będziesz sie bał pracy dyplo­mo­wej, dopóki się z nią nie zmie­rzysz. Potem stwier­dzisz, że wcale nie było to takie złe.
  • Uży­wa­nie pro­stych zdań nie jest bra­kiem nauko­wo­ści, lecz mądrością.
  • Cza­sem przy­daje się pomoc innych osób i warto z niej korzystać.

Jak napisać pracę dyplomową? cz.2

Jak napisać pracę dyplomową

Jak napi­sać pracę dyplo­mową? cz. 2

W poprzed­niej czę­ści było nieco o pierw­szych czyn­no­ściach, które wyko­nu­jemy zaczy­na­jąc pisać pracę dyplo­mową takich, jak wybór pro­mo­tora, tematu czy czas jaki powin­ni­śmy zapla­no­wać. Teraz prze­cho­dzimy do szcze­gó­łów zwią­za­nych już z samą pracą dyplomową.

 

4. JAKA POWINNA BYĆ OBJĘTOŚĆ PRACY?

Tak naprawdę jest to sprawa subiek­tywna. Czę­sto pro­mo­tor z góry podaje widełki stron­ni­cowe, w któ­rych chciałby aby praca się zmie­ściła i warto się tego trzy­mać. Już nie funk­cjo­nuje w prak­tyce prze­ko­na­nie „ im wię­cej, tym lepiej”. Ostat­nio sły­sza­łam o 30-stronnicowej pracy magi­ster­skiej i to obro­nio­nym z nie­złym wynikiem.

Nie mniej jed­nak, jeżeli pro­mo­tor nie ustali wide­łek obję­to­ścio­wych, z reguły mini­mum dla prac licen­cjac­kich to 40–50 stron, dla magi­ster­skich ok. 50–70 stron.

 

5. ILE ROZDZIAŁÓW?

Cza­sem to tez jest z góry okre­ślone prze pro­mo­tora. Jeżeli nie, przyj­muje się, że dla prac licen­cjac­kich oraz inży­nier­skich są zazwy­czaj 3 roz­działy, dla magi­ster­skich 4 –5 rozdziałów.

Co muszą zawie­rać roz­działy?

Żela­zną zasadą jest, z pierw­szy roz­dział zawsze jest teo­re­tyczny (bez względu na rodzaj pracy dyplo­mo­wej). Zazwy­czaj oma­wia się w nim poję­cia teo­re­tyczne zwią­zane z tema­tyką pracy. Kolejne roz­działy są roz­wi­nię­ciem myśli prze­wod­niej pracy.

UWAGA!

Jeżeli praca ma cha­rak­ter badaw­czy – omó­wie­nie prze­pro­wa­dzo­nych badań jest zawsze zawarte w roz­dziale ostat­nim. Roz­dział przed nim obo­wiąz­kowo musi zawie­rać meto­do­lo­gię badań.

 

6. KONSPEKT

Mamy temat, ale jak zabrać się do kon­spekt? Zawsze poma­gają dwie rzeczy:

  1. spi­sać na kartce główne myśli, które chcia­łoby się zawrzeć w pracy.

  2. W miarę dostęp­no­ści, przej­rzeć kilka innych kon­spek­tów. Nie mówię o spi­sy­wa­niu, ale o inspi­ra­cji. Można podej­rzeć np. że pasuje nam taka, a nie taka kon­struk­cja, taki, Anie inny układ zdań.

  3. Usiać i spi­sać poszcze­gólne pod­punkty konspektu.

Przy spo­rzą­dza­niu kon­spektu warto pamię­tać, że nie jest on sztywną ramą, w którą koniecz­nie musisz się potem wpa­so­wać – on jest dla Cie­bie, aby Ci pomóc w pisa­niu, a nie Ci je uprzy­krzyć. Naj­praw­do­po­dob­niej w trak­cie pisa­nia wpro­wa­dzisz do niego jesz­cze kilka popra­wek – i dobrze. Jest to normalne.

 

7. WSTĘP I ZAKOŃCZENIE

Zarówno wstęp i zakoń­cze­nie zostaw na koniec. Tak, zwłasz­cza wstęp powinno się pisać na końcu. Wstęp ma za zada­nie m.in. zapre­zen­to­wać zawar­tość pracy. Jak to zro­bić, kiedy owej zawar­to­ści jesz­cze nie ma? Jest to nie­moż­liwe. Dla­tego wstęp piszemy na końcu, gdy wszyst­kie roz­działy są już kom­pletne. Poza skró­to­wym omó­wie­niem co będą zawie­rały poszcze­gólne czę­ści opra­co­wa­nia, we wstę­pie powin­ni­śmy posta­wić tezę bądź hipo­tezę oraz omó­wić cel pracy.

Wbrew pozo­rom, zakoń­cze­nie bar­dzo przy­po­mina kon­struk­cją wstęp, z tą róż­nicą, że wstęp zbiera infor­ma­cje zawarte w pracy, a zakoń­cze­nie je pod­su­mo­wuje. Zakoń­cze­nie powinno tez zawie­rać tzw. pod­su­mo­wa­nie ogólne. Może rów­nież mie­ścić tzw. roz­wi­nię­cie głów­nej myśli zawar­tej w pracy. Cho­dzi o zazna­cze­nie, iż wiemy, ze nasz temat można by roz­sze­rzyć w taki czy owaki spo­sób, jed­nak ze względu na objętość/ czy cha­rak­ter opra­co­wa­nia ogra­ni­czy­li­śmy się.

PODSUMOWANIA

Osob­nego krót­kiego umó­wie­nia wyma­gają pod­su­mo­wa­nia. Krót­kie, choćby zda­niowe pod­su­mo­wane dobrze jest umie­ścić na końcu każ­dego z roz­dzia­łów. Na końcu zbie­ramy „małe pod­su­mo­wa­nia”, które robi­li­śmy po każ­dym z roz­dzia­łów i two­rzymy tzw. pod­su­mo­wa­nie ogólne.

 

8. CO TO JEST „ŚWIATŁO PRACY” ?

Gra­fika jest tak samo ważna, jak treść! Pamię­taj o tym!.

Naprawdę ciężko czyta się zarówno opra­co­wa­nia za bar­dzo „zbite”, jak i te, w któ­rych dla sztucz­nego zwięk­sze­nia obję­to­ści spo­ty­kamy połowy storn puste. Złoty śro­dek pomię­dzy tymi dwoma skraj­no­ściami jest to wła­śnie odpo­wied­nia tzw. świa­tło pracy.

Stan­dar­dowe wytyczne dla prac dyplomowych:

Czcionka Times New Roman, wiel­kość 12, odstępy mię­dzy wer­sami 1,5 wier­sza, mar­gi­nesy 2,5 cm. Lewy mar­gi­nes zosta­wiamy więk­szy na oprawę – zazwy­czaj 3,5 cm.

Pamię­tamy oczy­wi­ście też o wyod­ręb­nie­niu aka­pi­tów tak, aby się ze sobą nie zle­wały. Nową myśl zawsze zaczy­namy od nowej linijki, a poprzedni aka­pit oddzie­lamy od poprzedniego.

Każdy nowy roz­dział zaczy­namy od nowej strony – wygląda to estetycznie.

Szcze­góły doty­czące spo­so­bów spo­rzą­dzani biblio­gra­fii, przy­pi­sów, odwo­łań, cyta­tów znaj­dzie­cie w kolej­nych postach.

PROSTA RADA:

Gdy uczy­łam się tych wszyst­kich zasad i nie zawsze wie­dzia­łam jak pra­wi­dłowo wyko­nać daną rzecz, bra­łam pierw­szą lep­szą książkę naukową i spraw­dza­łam w jaki spo­sób pro­blem, który mnie trapi roz­wią­zała inna osoba. W wielu spra­wach była to naj­lep­sza ściąga popraw­nych zasad, zwłasz­cza w tema­cie gra­fiki opra­co­wań naukowych.