Adres zamieszkania czy adres ? Aby znać błędy językowe …(2)

mailbox

mailboxFot. https://www.pinterest.com/mygardenthings/mailboxes/

     Dziś będzie krótko. Przy­zwy­cza­ili­śmy się wszy­scy do urzę­do­wych dru­ków z napi­sem adres zamiesz­ka­nia. Mało kto zasta­na­wia się nad tym wyra­że­niem. Prze­waż­nie z góry zakła­damy, że skoro wid­nieje na for­mu­la­rzach, to jest ok. A wła­snie nie jest.

      Zamiesz­ka­nie to jeden wyraz, a adres drugi. Oba są odrębne zna­cze­niowo. Można zamiesz­ki­wać dane miej­sce, ale nie da się zamiesz­ki­wać adresu. Poprawne jest stwier­dze­nie miej­sce zamiesz­ka­nia, ale adres zamiesz­ka­nia -  już nie. Wystar­czy rów­niez powie­dzieć po pro­stu adres.

Ist­nieje jesz­cze tak cie­kawa zbitka, jak adres miej­sca zamiesz­ka­nia — ewi­dent­nie błędna. Pro­fe­sor Bańko kwi­tuje ją jed­nym stwier­dze­niem: ” Nie wiem, kto Pana poin­for­mo­wał, że adres miej­sca zamiesz­ka­nia to sfor­mu­ło­wa­nie poprawne. Moim zda­niem jest fatalne, sama dłu­gość je dyskwalifikuje”.

Podobne zda­nie ma W. Doro­szew­ski. W trze­cim tomie porad O kul­turę słowa, wypo­wiada się naste­pu­jąco: „Adres nie ma zamiesz­ka­nia, a zamiesz­ka­nie nie ma adresu”.

Skoro auto­ry­tety w dzie­dzi­nie popraw­no­ści języ­ko­wej kwe­stio­nują sfor­mu­ło­wa­nie adres zamiesz­ka­nia, dla­czego jest ono cią­gle w uży­ciu? I to przez insty­tu­cje rzą­dowe? Czy ktoś się tu nie pomy­lił? Warto dalej posłu­chać Prof. Doro­szew­skiego, ktry poradę skwi­to­wał stwier­dze­niem, iż daremna jest walka z błę­dami gdy prze­ciw­ni­kiem jest insty­tu­cja. Wszystko na temat.

 

 

Aby znać błędy językowe i pisać poprawnie (1)

                          closeup of a pencil eraser correcting an error

Piszemy dziś dużo i szybko, i nie­stety coraz gorzej. Zwłasz­cza gdy czło­wiek się spie­szy. Myśli szyb­ciej niż pra­cuje ręka. Zasad, któ­rych uczono nas w szkole pod­sta­wo­wej już nikt nie pamięta, z resztą od tego czasu napły­nęło do języka tyle zapo­ży­czeń, że połowa prze­stała być aktu­alna. Z tego i wielu innych powo­dów od czasu do czasu warto zro­bić sobie mały reko­ne­sans. Zatrzy­mać się i pozwo­lić sobie na luk­sus krót­kiej (bo nikogo nie zamie­rzam tu zamę­czać) reflek­sji nad pisa­niem.

Mam taki pomysł na wyła­pa­nie naj­po­pu­lar­niej­szych błę­dów i zebra­nie ich w jednm miej­scu. W serii  o popraw­nym pisa­niu na począ­tek pro­po­nuję wpis Poli­tyki pt. “30 błę­dów języ­ko­wych, które popeł­niają nawet najlepsi”.

Urzekł mnie, bo krótki, rze­czowy, dobrze zilu­stro­wany i na temat.

http://www.polityka.pl/galerie/1613269,1,30-bledow-jezykowych-ktore-popelniaja-nawet-najlepsi.read

Pozdrawiam

U źródła…bibliografii

ksiazki

U źródła…bibliografii

 

Rzecz pro­sta, rzec by można – ba, banalna. Biblio­gra­fia to nic innego jak spis wyko­rzy­sta­nych doku­men­tów, zesta­wiony według okre­ślo­nego kry­te­rium. Jak wszystko w naszym kraju i tę czyn­ność (opis książki lub arty­kułu) sfor­ma­li­zo­wano. Ist­nieją nawet odpo­wied­nie urzą­dowe regu­la­cję, ale nie o tym. Rzecz w tym, że cza­sem norma swoje, a praktyka…hm nie­ko­niecz­nie. Istotna w zapi­sie jest przede wszystki logika i kon­se­kwen­cja w postę­po­wa­niu ( wg wytycz­nych np. swego psora, chociażby).

 

Opis biblio­gra­ficzny książki winien skła­dać się z nastę­pu­ją­cych elementów:

Autor/autorzy (mak­sy­mal­nie trzech), tytuł/podtytuł, nazwa wydawcy, miej­sce i rok wyda­nia

  • autor (ini­cjał imie­nia + nazwisko)/autorzy wymie­nieni w kolej­no­ści alfa­be­tycz­nej bądź zgod­nie z zapi­sem na kar­cie tytu­ło­wej – pamię­tajmy, że jeśli auto­rów jest wię­cej niż trzech można wymie­nić tylko jed­nego z dopi­skiem i in. (łac. et al.) lub potrak­to­wać tę pozy­cję, jako pozy­cję zbio­rową i nie wymie­niać auto­rów, a zacząć od tytułu;

  • tytuł i pod­ty­tuł zapi­su­jemy kur­sywą (pismem pochy­lo­nym), a dłu­gie tytuły można skra­cać zazna­cza­jąc to trzy­krop­kami (…),; pod­ty­tuł należy poda­wać zwłasz­cza wtedy, gdy jest nie­zbędny do zro­zu­mie­nia tytułu lub zawiera infor­ma­cję o cha­rak­te­rze publikacji;

  • ewen­tu­alni współ­pra­cow­nicy: tłu­macz, redak­tor naukowy tomu, autor opracowania;

  • numer tomu lub czę­ści – doty­czy takich przy­pad­ków, gdy poszcze­gólne tomy lub czę­ści wydane zostały w róż­nych latach; w prze­ciw­nym wypadku wystar­czy podać numer tomu lub czę­ści przy poda­wa­niu strony w przy­pi­sie; tomy możemy ozna­czyć T. lub t. — obie wer­sje są prawidłowe;

  • adres wydaw­ni­czym — gdy na kar­cie tytu­ło­wej podano kilka miast będą­cych sie­dzi­bami wydaw­nic­twa, wolno podać tylko pierw­sze z nich lub to, wyróż­nione gra­ficz­nie, np. przez uży­cie więk­szej czcionki; jeśli mamy do czy­nie­nia z wydaw­nic­twem bar­dzo zna­nym, wów­czas dopusz­czalne jest uży­cie skró­tów, np. Pań­stwowe Wydaw­nic­two Naukowe zapi­su­jemy – PWN, Pań­stwowy Insty­tut Wydaw­ni­czy – PIW, Wie­dza Powszechna – WP, Zakład Naro­dowy im. Osso­liń­skich — Ossol., Książka i Wie­dza – KiW;

  • rok wyda­nia – jesli pozy­cja nie posiada tego ele­mentu zapi­su­jemy b. r. — “brak roku”;

 

Na koniec w kilku sło­wach o dyle­match, które czę­sto tra­pią Nas – auto­rów biblio­gra­fii czy przy­pi­sów, a mia­no­wi­cie o inter­punk­cji. Zasmucę, ale muszę uprze­dzić, że i tu nie­wiele jest “żela­znych” pra­wi­deł, bowiem każda redak­cja ma swoje prak­tyki – ale pamię­tajmy, że dla Nas regułą jest sto­so­wa­nie kon­se­kwet­nie jed­nego rodzaju zapisu w całej pracy. Ale do rzeczy:

 

  • mię­dzy auto­rem a tytu­łem sta­wia się prze­ci­nek lub dwu­kro­pek ( nie pauzę!);

  • mię­dzy tytu­łem a pod­ty­tu­łem zawsze stoi kropka;

  • po tytule a przed współ­pra­cow­ni­kami wolno użyć prze­cinka lub kropki, to samo mię­dzy współ­pra­cow­ni­kami a adre­sem wydaw­ni­czym;

  • w peł­nym adre­sie wydaw­ni­czym mię­dzy miej­scem wyda­nia a nazwą wydaw­nic­twa stoi dwu­kro­pek lub prze­ci­nek, mię­dzy nazwą wydawcy a datą – prze­ci­nek lub tylko spacja;

  • gdy po adre­sie wydaw­ni­czym podaje się numer strony sta­wia się prze­ci­nek lub pozo­sta­wia spację;

 

Na “osłodę” dodam może kilka prak­tycz­nych rad. Źró­dłem danych biblio­gra­ficz­nych o książce jest – i zawsze powinna być, w pierw­szej kolej­no­ści karta tytu­łowa, a następ­nej – odwrót karty i tzw. stopka wydaw­ni­cza, nie okładka, grzbiet czy obwo­luta, bowiem na wła­sne oczy widzia­łam błędy dru­kar­skie. W opi­sie biblio­gra­ficz­nym obo­wią­zują ogólne zasady pisa­nia wiel­kich i małych liter, a zatem wyrazy nie będące nazwami wła­snymi np. oprac., tłum., pisze się po prze­cinku małą literą, a po kropce – wielką.

A co ja z tego będę miał? O języku korzyści.

school-of-business

A co ja z tego będę miał?

O języku korzy­ści.

W zależ­no­ści od sytu­acji  oraz zamie­rzo­nej funk­cji – mniej lub bar­dziej świa­do­mie – w życiu codzien­nym uży­wamy róż­nych sty­lów języ­ko­wych. Swo­bod­nie  prze­cho­dzimy ze stylu potocz­nego na for­malny, lite­racki, naukowy czy urzę­dowy.  A na ile świa­do­mie korzy­stamy z języka korzyści?

 

Czę­sto odru­chowo uży­wamy  sty­lów  funk­cjo­nal­nych czyli  utrwa­lo­nych  w spo­łe­czeń­stwie spo­so­bów użyt­ko­wa­nia języka w ana­lo­gicz­nych sytu­acjach komu­ni­ka­cyj­nych i podob­nych celach.
Zasta­nówmy się na ile sto­su­jemy w naszym życiu język korzy­ści? I czy w ogóle zda­jemy sobie sprawę z tego jaki wpływ ma on na budo­wa­nie wszel­kiego rodzaju rela­cji biznesowych?


Ma i to cał­kiem spory.


Język korzy­ści to przede wszyst­kim słowa, zwroty i wyra­że­nia pomocne w budo­wa­niu moc­nych pozy­tyw­nych rela­cji z klien­tami i jak w każ­dym innym rodzaju komu­ni­ka­cji cho­dzi o to aby odpo­wied­nie dać rze­czy słowo.

Kiedy myślimy o sytu­acjach, w któ­rych mógłby się nam przy­dać, pierw­szą rze­czą, która przy­cho­dzi nam na myśl jest  rela­cja sprze­dawca – kupu­jący. Owszem, jed­nak spójrzmy. Nie jest to rzecz przy­da­jąca się wyłącz­nie w tym jed­nym  rodzaju rela­cji. Naszym adre­sa­tem  może być każda osoba, którą chcemy popro­sić aby wyko­nała dla nas jakąś przy­sługę, a nawet dziecko, które chcemy prze­ko­nać do swo­ich racji, jed­nym sło­wem każdy, z kim wcho­dzimy w rela­cję, którą można okre­ślić jako biznesową.


Chcia­ła­bym zwró­cić uwagę nie tyle na sprze­da­żowy aspekt języka korzy­ści, co na stronę komu­ni­ka­cyjną.
Usta­li­li­śmy już, że zna­jo­mość języka korzy­ści przy­daje się nie tylko gdy jeste­śmy han­dlow­cami, ale i w róż­nych innych rela­cjach. Bar­dzo ważną rolę pełni on we wszyst­kich dzia­ła­niach mar­ke­tin­go­wych – gdzie jest pod­stawą każ­dego reda­go­wa­nego tekstu.


Widzi­cie róż­nice pomię­dzy dwoma poniż­szymi sformułowaniami?

„Nasze meble są nowo­cze­sne, zapro­jek­to­wane według wzo­rów spół­cze­snego desi­gnu, trwałe i świet­nie nadają się do każ­dego rodzaju wnętrza”

a

„Dzięki temu, że nasze kanapy wpi­sują się w nowo­cze­sne wzor­nic­two oży­wią twoje wnę­trze,  zapew­nią Ci kom­fort wypo­czynku naj­wyż­szej klasy na dłu­gie lata”.


Oczy­wi­ście, że widać róż­nicę. Dru­gie zda­nie zwiera korzy­ści istotne dla naszego klienta, któ­rych bra­kuje w pierw­szym, opi­su­ją­cym zale­d­wie cechy owej kanapy.


Pre­zen­ta­cja oferty z per­spek­tywy  potrzeb klienta to nic innego jak prze­kła­da­nie cech danego pro­duktu na korzy­ści jakie osoba, do któ­rej się zwra­camy będzie z niego miała.  Można i dobrze jest to wyko­rzy­sty­wa­nie tylko w tek­stach rekla­mo­wych, które jak widzimy, dzięki temu zyskują nową jakość, ale także w sytu­acjach takich jak wszel­kiego rodzaju nego­cja­cje, two­rze­nie ofert han­dlo­wych, sta­ra­nie o pracę czy porów­ny­wa­nie naszego pro­duktu na tle kon­ku­ren­cji.
Dobrze przy tym wszyst­kim pamię­tać o kilku sprawach.


Po pierw­sze:
Słowa dają tę magiczną moc, że nawet kiedy powtó­rzy się  dwu– bądź trzy­krot­nie podobną cechę, ujmują ją zupeł­nie innymi sło­wami uzy­sku­jemy efekt jakoby cech było wię­cej. Osoba, z którą roz­ma­wiamy nie­ko­niecz­nie zapa­mięta je wszyst­kie, ale będzie miała w świa­do­mo­ści, że jest ich kilka.
Oczy­wi­ście, jak ze wszyst­kim, nie można prze­sa­dzać. Nawet w wyli­cza­niu pro­po­nuję zacho­wać sto­sowne racjo­nalne myśle­nie. To jesz­cze nikomu nie zaszkodziło.


Kolejna rzecz, bar­dzo ważna polega na tym, aby moż­li­wie naj­bar­dziej sper­so­na­li­zo­wać wypo­wiedź.  Język korzy­ści nie może być ogólny, taki sam dla wszyst­kich. Cała sztuka polega na jak naj­więk­szym dopa­so­wa­niu go do kon­kret­nej osoby. Każdy dąży do zaspo­ka­ja­nia swo­ich potrzeb, każdy też ina­czej je kla­sy­fi­kuje. Uwa­run­ko­wane jest to tem­pe­ra­men­tem, aktu­alną pozy­cją spo­łeczną lub/i zaj­mo­wa­nym sta­no­wi­skiem, a to wyklu­cza wszelki mecha­nizm w wypo­wie­dziach. Sza­blony zde­cy­do­wa­nie się nie spraw­dzają.  Przede wszyst­kim posta­rajmy się jak naj­le­piej poznać naszego  adre­sata. W dobie mul­ti­me­diów nie powinno być to trudne. Infor­ma­cje, które uda nam się zna­eźć spi­su­jemy. Pozo­stała nam naj­bar­dziej twór­cza część czyli włą­cze­nie wyobraźni i połą­cze­nie potrzeb dru­giej strony z tym, co my mamy do zaoferowania.

Brzmi banal­nie pro­sto, prawda? Ale jak to zastosować?


Załóżmy, że dowie­dzie­li­śmy się, iż nasz klient od kanapy ma dom w stylu skan­dy­naw­skim, a w ostat­niej roz­mo­wie tele­fo­nicz­nej  skar­żył się kiep­ską obsługę ze strony firmy, u któ­rej ostat­nio kupował.

Ofertę dla niego możemy sper­so­na­li­zo­wać w spo­sób następujący:


„Nasz naj­now­szy model kanapy ide­al­nie kom­po­nuje się z  mini­ma­li­stycz­nymi wnę­trzami.  Łącząc go z deli­kat­nymi akcen­tami kolo­ry­stycz­nymi  oży­wisz wnę­trze i stwo­rzysz wła­sny styl, w któ­rym czu­jesz się naj­le­piej. Sta­ran­ność wyko­na­nia i trwa­łość mate­ria­łów zapew­nią Ci kom­fort wypo­czynku naj­wyż­szej klasy na dłu­gie lata.  
Mamy rów­nież nadzieję, że szyb­kie  ter­miny reali­za­cji, dar­mowa dostawa oraz stały ser­wis posprze­da­żowy spra­wią, że współ­praca z nami będzie przyjemnością”.

Chcia­ła­bym aby­ście zdali sobie sprawę jesz­cze z jed­nej sprawy. Nasz wła­sny mózg działa cał­kiem podob­nie jak u naszego adre­sata. Sami, mając do pod­ję­cia ważną decy­zję, bar­dziej lub mniej świa­do­mie suge­ru­jemy się korzy­ściami, które przy­nie­sie nam dana inwe­sty­cja. To natu­ralne. Pamię­tajmy więc o języku korzy­ści. Uży­wa­nie go jest jak dostra­ja­nie radia na odpo­wied­nie fale, na któ­rych odbiera osoba, z którą chcemy wejść w rela­cje biznesowe.